czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 2

-Wyłaź! - Luck , krzyczał na mnie , tak głośno , że mogłaby go usłyszeć cała dzielnica. Przestraszona wyszłam z auta i jak najszybciej pobiegłam do domu.
-Co się stało? - zapytała Peny kiedy koło niej przebiegłam. Nie odpowiedziałam nic. Zamknęłam się w swoim pokoju , usiadłam w kącie i czekałam jak Luck zacznie się dobijać do drzwi , ale nie zrobił tego. Siedziałam tak może z kilka godzin , płacząc i myśląc. Nie chce tak żyć , nie chcę żyć w strachu przed nim. Po jakimś czasie postanowiłam wstać z miejsca , ale od razu w mojej głowie pojawiło się milion pytań. Czy on był tam w tym zaułku ? Czy on do kogoś celował ? Po co ? Kim on jest ? Mordercą ? Milion pytań w głowie , ale ani jednej odpowiedzi. Co miałam teraz zrobić ? Iść do niego , żeby mi to wszystko wytłumaczył ? Czy unikać go do końca życia ? Czemu ja jestem taka słaba. Postawiłabym się mu i by było po sprawie , ale nie potrafię. Boje się go, ale przecież nie mogę żyć w strachu przed tym , że Luck może mi coś zrobić. Otworzyłam drzwi trzęsącymi rękoma , wyszłam na korytarz nikogo nie ma. Podskoczyłam kiedy na dole rozbrzmiała naprawdę głośna muzyka , nie słyszałam nawet swoich własnych myśli. Szybko zeszłam na dół , zastałam tam masę ludzi , nieznajomych mi ludzi. Domyśliłam się co tu się dzieje. Luck zrobił imprezę , ale gdzie są rodzice ? Stałam tam jak głupia i tępo patrzyłam się na tych ludzi. Moje oczy spotkały się z jego oczami , z oczami Lucka , wyparzał mnie z tłumu , zaczęłam , przepychać się między ludźmi kiedy zorientowałam się , że idzie w moim kierunku. Dosłownie wyskoczyłam z domu na dwór. I co mam teraz zrobić ? Na dworze też panowała impreza. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka kiedy mocniej zawiał zimny wiatr. Miałam na sobie tylko spodnie i cienki T-shirt. Zaczęłam iść w kierunku parku. Nie miałam gdzie się podziać. Odwróciłam się na chwilkę , żeby zobaczyć czy przypadkiem Luck nie idzie za mną.
-Co taka bezbronna dziewczyna robi w takim miejscu jak to i w dodatku tak późno ? - odwróciłam głowę , aby zobaczyć kto to mówi , ale nikogo nie było w okolicy.
-Powinnaś być bardziej ostrożna , może coś ci się stać – odwracałam się panicznie wokół własnej osi , ale nikogo nie znalazłam.
-Gdzie jesteś ?! - zaczęłam się bać , ale sparaliżowana nie mogłam się ruszyć. Ten ktoś już nie odpowiedział. Zaczęłam robić kroki w tył, ale na coś wpadłam.
-Z kim ty gadasz ?! - poznałam ten głos. Luck. Ten nawet nie czekał aż coś powiem tylko od razu zaczął mnie ciągnąć do domu , odwróciłam na chwilę głowę w miejscu gdzie przed chwilą stałam , ujrzałam tylko ciemną w cieniu postać mężczyzny. Przestraszyłam się.
-Możesz mnie tak nie szarpać ?! - warknęłam do Lucka. Chłopak spojrzała na mnie zdziwiony. Wykorzystałam moment jego nieuwagi i wyszarpnęłam swoją dłoń z jego.
-Możesz mi kurwa wytłumaczyć to tu się do cholery dzieje ? - samie nie mogłam uwierzyć co się ze mną dzieję , że się o to spytałam , że odważyłam się mu postawić i że przez to wszystko zaczęłam przeklinać. On tak po prostu mnie zlekceważył i zaczął iść w swoim kierunku. Co za idiota. Pobiegłam za nim , miałam zamiar złapać go za ramię , ale ten mnie uprzedził i odwrócił się w moją stronę.
-Odpierdol się , nie twoja sprawa! - wyczułam tyle jadu w jego słowach jak nigdy dotąd.
-Nie , jesteś moim przyrodnim bratem! A tu też chodzi o mnie! Czemu nie mogę wiedzieć ?! Co ! Odpowiedz mi! - krzyczałam na cały głos, czułam się taka silna. Chłopak patrzała w dół a to wszystko zaczyna mnie naprawdę denerwować.
-Kim był ten chłopak , który był razem z tobą w zaułku ? Kim ty jesteś ? Mordercą ? No kurwa kim! Wiem , że mnie nie lubisz , ale musisz się z tym pogodzić , że jestem teraz w twojej rodzinie. Ja te tego nie chciałam, ale nic na to się już nie da poradzić! - ciągle krzyczałam , jak głupia , pewnie obudziłam wszystkie domu wokół nas , ale miałam to teraz w dupie. Musiał mi to wytłumaczyć! Patrzył na mnie pustym wzrokiem. Jakby w ogóle nie miał uczuć , jakby się w nim wypaliły. Stoi właśnie przede mną człowiek , który nic nie czuje. Nic , a nic , nicość.
-Nie powiesz mi prawda ? - powiedziałam trochę spokojniej. Chłopak westchnął i otworzył usta , aby coś powiedzieć.
-Nie – powiedział stanowczo , ale przynajmniej już na mnie nie krzyczy. Sama się muszę dowiedzieć wszystkiego.
-Chodź do domu – Luck zaczął iść , a ja za nim. Zaczęłam myśleć o tym tajemniczym kolesiu z parku. To miasto jest naprawdę dziwne. Myślałam przez całą drogę , ale oczywiście nic nie wymyśliłam. Zaskoczyło mnie to gdy dotarliśmy do domu , nie było już imprezy. Kiedy weszliśmy do domu , ujrzałam sprzątającą Peny. Gdy zobaczyłam godzinę na zegarku po prostu mnie zamurowało , było dawno po piątej w nocy , a ja przecież wstaje o szóstej do szkoły. Nie mam co liczyć , że zasnę , więc postanowiłam , że pomogę Peny sprzątać , oczywiście Luck się bałaganem nie przejmował.
-Idź spać , nie wstaniesz do szkoły – powiedziała , kiedy zorientowała się , że zamierzam jej pomóc w sprzątaniu tego bałaganu.
-I tak nie zasnę. Mogę cię o coś zapytać ? - rozmawiałyśmy jednocześnie wkładając czerwone, plastikowe kubeczki od picia do worków na śmieci. Peny spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Czemu Luck taki jest ? - kobieta spuściła wzrok , a ja poczułam się nie komfortowo.
-Matka Lucka została zamordowana , przez jakiś miejscowy gang , wiesz jak to jest chłopaki z gangu się naćpali i zaczepili ją na ulicy gdy wracała do domu z pracy. Luck miał wtedy dopiero szesnaście lat , od kąt ona odeszła Luck zaczął wychodzić nocami , uciekał z domu , przychodził cały w siniakach lub krwi. Zaczął imprezować , pić. Ostatnio znalazłam w jego pokoju pistolet i zakrwawiony nóż. Kiedy dowiedział się , że jego matkę zabili ci gówniarze to zaczął mówić , że ich wszystkich pozabija, nie przejmowałam się wtedy tym myślałam , że tylko tak mówi z bólu i złości po utracie matki , ale najwidoczniej jednak tak nie było. - zakryłam usta dłonią , żeby nie wydać z siebie niepotrzebnego dźwięku. To było okropne. Nie wiedziałam co mam myśleć na temat Lucka. Współczuje mu bardzo , to okropne. Nie zapytała już o nic. Posprzątałyśmy cały ten bałagan , więc mogłam iść do siebie do pokoju. Kiedy chciałam już wejść usłyszałam jak Luck rozmawia , a raczej krzyczy na kogoś.
-Nie stary! Powiedziałem ci , nie plątaj jej w to! - Kogo ? Mnie ? Stałam tam jak wryta w podłogę nie mogąc zrobić żadnego ruchu. Może nie chodzi o mnie tylko o kogoś innego. Spanikowałam kiedy drzwi od pokoju Lucka zaczęły się otwierać. Szybko wparowałam do swojego pokoju.

***Oczami Lucka***

Kiedy skończyłem gadać z Tomem , miałem iść pod prysznic , gdy tylko wyszedłem na korytarz ujrzałem jak Mery wchodzi szybko do swojego pokoju. Podsłuchiwała! Czemu ona nie może trzymać nosa przy sobie. Nie chce żeby mieszała się w moje życie.

***Oczami Mery , rano ***

Obudziłam się na podłodze, jestem wykończona. Nie idę dziś do szkoły , nie dam rady wysiedzieć wszystkich lekcji. Trudno , zostanę ten jeden dzień w domu , przecież nic się nie stanie. Co się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy nie opuściłam żadnej lekcji , żadnego dnia szkoły , ale nie dam rady , oczy same mi się zamykają. Wzięłam szybki prysznic , przebrałam się w sportowe ciuchy i postanowiłam trochę pobiegać. Wybiegłam sprintem z domu. Słuchawki w uszach , ulubiona muzyka , lekki wiaterek i ja biegnąca, nie obchodziło mnie już wtedy nic. Znalazłam się w znajomym mi miejscu. To był ten park. Zatrzymałam się na chwilkę aby obejrzeć się za siebie. Kiedy chciałam zacząć od nowa biec , poczułam silny ból i jak lecę na ziemię. Odruchowo zamknęłam oczy, ale nie upadłam. Dopiero po chwili otworzyłam oczy gdy spostrzegłam się , że ktoś mnie trzyma za przedramienia. Ujrzałam wysokiego blondyna. Uśmiechał się do mnie podejrzanie. Zrobiłam kilka kroków w tył. Nasze spojrzenia złączyły się w jedną linię. Jego oczy były jak ocean. Błękitne hipnotyzujące , wielkie oczy.
-Dzięki – powiedziałam z grzeczności. Tak jak Luck miał masę tatuaży , kolczyk w dolnej wardze i w brwi. Chciałam już iść , ale chłopak w końcu się do mnie odezwał.
-Powinnaś być bardziej ostrożna , może coś ci się stać - moje ciało przeszły nieprzyjemny dreszcz. Chłopak uśmiechnął się szyderczo i tak po prostu odszedł. Odwróciłam się za nim szybko , ale ujrzałam jak odjeżdża samochodem. Usiadłam na ławce , te słowa. Te same słowa. Czy to może być przypadek ? Chcę wierzyć , że to był przypadek , ale miał taki sam głos i powiedział to tak samo jak tamten koleś wczoraj. Złapałam się za głowę , czy to się naprawdę dzieje ? Czy ja nie mogę mieć normalnego życia ? Nie mam co się przejmować prawda ? Ogarnęłam się i wróciłam do domu. Przez cały dzień nie mam co robić.
-Peny czemu nie ma jeszcze rodziców ? Gdzie oni w ogóle są ? - zapytałam kobietę , która zacierała kurze w salonie. Gosposia spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Powinni wrócić wczoraj na wieczór, dzwoniłam , ale nie odbiera ani twoja mama ani twój tata - „ to nie jest mój tata „ powiedziałam do siebie w myślach. Odeszłam bez słowa. Pukałam , a raczej waliłam w drzwi od pokoju Lucka. Temu jednak się nie śpieszyło , żeby mi otworzyć.
-Czego chcesz ? - bez słowa wprosiłam się do jego pokoju , nigdy tu nie byłam , ale pomieszczenie wyglądało normalnie.
-Nie wiesz gdzie pojechali rodzice ? Powinni wrócić wczoraj , a nadal ich nie ma. Martwię się. - ten patrzył na mnie rozbawionym wzrokiem , nie rozumiem co w tym śmiesznego. Spodziewałam się wszystkiego , ale nie tego , że zacznie się z tego śmiać. Wkurzyło mnie to.
-To , że ty wypaliłeś swoje uczucia i zmartwienia w sobie po utracie matki nie znaczy, że ja to zrobiłam a nie znam swojego ojca od zawsze !!! - nie wytrzymałam , może nie powinnam mówić o jego mamie tak ostro , ale nie panowałam nad sobą. Czuję , że zaraz się rozpłaczę , więc wybiegłam z jego pokoju i zamknęłam się w swoim. Złapałam za telefon. Moja mama nie odbierała. Martwię się o nią , o tamtego dupka mniej , prawię wcale. Siedziałam tak z pół godziny , kiedy ktoś zaczął pukać do drzwi. Niechętnie podniosłam się z podłogi. Złapałam za klamkę , aby otworzyć drzwi. W moich drzwiach stał Luck. Tak Luck !
-Czego chcesz ? - powiedziałam oschłym tonem. Ten zrobił to co ja niedawno , wprosił się bez słowa do mojego pokoju. Usiadł tak jakby nigdy nic na moim łóżku i zaczął się bawić moja poduszką. Nie ogarniając co właśnie się tu dzieje usiadłam na podłodze naprzeciwko Lucka. Chciałam już zapytać się po co przyszedł , ale ten mi przerwał.
-Przepraszam – otworzyłam usta , w niedowierzaniu. Czy ja się przesłyszałam , czy Luck mnie przeprosił. Oczywiście mówił to do poduszki , nie ma za dużo odwagi , aby spojrzeć mi w oczy.
-Rodzice mają przyjechać jutro , tak przynajmniej mówił mi mój ojciec jak do mnie dzwonił wczoraj – cała się zagotowałam.
-To nie mogłeś mi powiedzieć od razu ?!
-Chciałem ci zrobić na złość w końcu jesteś moją młodszą siostrzyczką i muszę cię trochę podokuczać, ja już taki jestem – czy ja śnie ? On powiedział , że jestem jego młodszą siostrzyczką ? Czy to ten sam Luck ? O co chodzi tu ? Czy to jakieś żarty ? Jestem w ukryte kamerze czy coś ? Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Tak myślałem , może miałabyś ochotę przejść się ze mną i moją dziewczyną na imprezę ? Znasz tu mało osób , a przyda ci się rozrywka – moje usta nadal były otwarte ale rozszerzyłam jeszcze oczy. On mnie zaprasza na imprezę? Nie to na pewno nie ten sam Luck.
-Myślę , że może lepiej nie.. - nie dał mi dokończyć.
-Nie słyszę odmowy , byłem ostatnio dla ciebie nie miły więc chce ci jakoś to wynagrodzić.- może Luck nie jest aż taki zły za jakiego go uważałam. Skinęłam głową , na znak , że się zgadzam chociaż nie byłam za bardzo przekonana.Okej , to o 20 pojedziemy – poinformował mnie i wyszedł. Siedziałam tak na tej podłodze i próbowałam przetworzyć w głowię co się właśnie tu stało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz