środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 4

 Chciałam , stąd uciec , ale wiedziałam , że to nie ma sensu bo ojczym prędzej czy później mnie znajdzie, ale też nie mogę tu zostać bo mnie skatuje na śmierć.
-Wiesz , że on i tak mnie znajdzie – powiedziałam do odwróconego do mnie plecami chłopaka. Jego ciało momentalnie się wyprostowało.
-Nie dopuszczę do tego – powiedział , ale nadal był do mnie odwrócony.
-Lepiej będzie jak tu zostanę. - próbowałam wstać z łóżka. Trochę mi to na początku nie wychodziło , ale w końcu po próbach podniosłam się. Był to nie lada wyczyn w moim stanie, nie mogłam się wyprostować.
-Popatrz na siebie , nie możesz normalnie funkcjonować przez tego dupka! - podskoczyłam gdy nagle Luck się do mnie odwrócił i zaczął krzyczeć. Podszedł szybkim krokiem do mnie i podniósł mi koszulkę do góry ukazując brzuch. Spojrzałam na swoją skórę , było już widać małe plamki , ale wątpię , żeby nie było po tym wielkiego siniaka. Dłonie Lucka zacisnęły się ,aż pobielały mu knykcie.
-Luck spokojnie , jest okej , mnie to nie boli – próbowałam go jakoś uspokoić , ale chyba mi to za bardzo nie wychodziło.
-Co tu się dzieje ? - nagle w moim pokoju znalazł się moja matka. Przez ten czas zapomniałam jak wygląda. Patrzała tępo na mój brzuch i całą mnie mierzyła wzrokiem , gdy zrozumiała , że ktoś mnie pobił spojrzała ostrym wzrokiem na Lucka.
-To nie on.. - Luck nie dał mi dokończyć.
-To mój ojciec – powiedział oschły głosem , przepełnionym bólem , może się obwiniał za to , że mnie nie odwiózł ? Ona się śmieje ?! Myślałam , że moja matka zareaguje inaczej , a ona się zaczęła śmiać! To mnie zabolało jeszcze bardziej niż ten kopniak w brzuch. Nie wytrzymałam , łzy zaczęły płynąc mi po policzkach.
-Jesteś śmieszna , jakim cudem on by cię niby pobił , przecież to taki wspaniały człowiek, jak w ogóle śmiesz go oczerniać!– podeszłą do mnie bliżej , spojrzała mi w oczy i nagle poczułam ból , spoliczkował mnie! Odruchowo złapałam za pierzące miejsce, patrzyła mi się w oczy , bez żadnych wyrzutów. Spojrzałam na torbę , która spakował Luck , on jakby czytał mi w myślach wziął ją.
-Co się z tobą stało ? Nie poznaje cię! - wykrzyczała jej prosto w twarz i wyszłam z pokoju za chłopakiem. Wsiedliśmy do auta a ja momentalnie się rozkleiłam. Luck nie powiedział nic, tylko ruszył. Po długiej jeździe zatrzymał się przed jakimś wielkim domem. Chłopak pomógł mi wyjść z auta zabrał moją torbę z ciuchami i weszliśmy do domu. Byłam strasznie ciekawa kto tu mieszka. Nie musiałam długo główkować , za drzwi wyszła znana mi dziewczyna. Lola!
-No jesteś! Ile można na was czekać! - była ucieszona naszym widokiem. Zakręciło mi się w głowie , z moich ust zaczęła płynąc jakaś ciesz i kapała na płytki w korytarzu. Spojrzałam w dół i zobaczyłam czerwone kropki , dotknęłam dłonią ust , cała moja dłoń od razu była w krwi. Pamiętam tylko ciemność, przed oczami i ból.

***Kilka godzin później***

 Kiedy otworzyłam oczy oślepiło mnie jasne , ostre światło. Gdzie ja jestem? W szpitalu ?
-Dzień dobry , jestem Pani lekarzem , jak się pani czuje ? - mówił do mnie jakiś wielki , brodaty mężczyzna w białym kitlu.
-Trochę jestem obolała i w szoku , ale ogólnie dobrze. - mężczyzna uśmiechnął się do mnie ciepło co dodało mi trochę otuchy.
-Miała Pani krwotok wewnętrzny , na szczęście nie zostały uszkodzone żadne narządy, zaraz pielęgniarka przyniesie pani rzeczy , dostanie Pani wypis i można wrócić do domu , tylko proszę na siebie uważać , straciła Pani bardzo dużo krwi. - powiedział i wyszedł. Tak jak lekarz powiedział , pielęgniarka pojawiła się. Pomogła mi się ubrać , dała mi kawałek papierka. Na korytarzu czekał na mnie Luck. Złapał mnie pod rękę i zaprowadził do auta. Nie rozmawialiśmy przez drogę. Wiem , że się o mnie martwi , ale nie może mnie ochronić przed wszystkim.
-Resztę rzeczy przywiozę ci jutro , dobrze ? - zapytał uśmiechając się słabo do mnie kiedy parkował na podjeździe przy domu Loli.
-Dobrze – odpowiedziałam osłabionym głosem. Dziewczyna od razu wyszła na dwór kiedy się zatrzymaliśmy. Przytuliła mnie lekko , ja jednak bez słowa poszłam do domu. Serce mi pękało , jak moja matka mogła się tak zmienić , jak mogła mnie uderzyć , nigdy tego wcześniej nie zrobiła. Nie mam pojęcia co się z nią stało , ale źle mi z tym. Ona była ostatnią osobą z rodziny którą miałam. To dla mnie za dużo.

*** Kilka dni później ***

Dziś czuję się trochę lepiej. Ostatnio w ogóle nie spałam w nocy. Ciągle płaczę przez tą świadomość, że nie mam już mamy. Nadal ją kocham , ale stała się dla mnie obcą osobą , wczoraj mijałam się z nią na ulicy i najbardziej mnie zabolało to że gdy tylko mnie zauważyła odwróciła wzrok i przyśpieszyła kroku. Chciałam z nią porozmawiać , ale uciekła. Olała mnie. Siniaka prawię już nie ma , trzymał się naprawdę długo , na twarzy całkowicie zniknął. Z Luckiem i Lolą naprawdę dobrze mi się mieszka , mam własny pokój , Luck przywiózł mi resztę moich rzeczy. Lola mieszka bez rodziców , z tego co się dowiedziałam nie żyją oni od trzech lat, zginęli w wypadku samochodowym. Dziewczyna musiała sobie radzić sama i widać efekty. Ma naprawdę duży piękny dom. Z tego co wiem pomagają jej dziadkowie. Widziałam się z nimi , naprawdę wspaniali ludzie i co najlepsze w pełni akceptują jej związek z Luckiem mogę szczerze powiedzieć , że za nim wręcz przepadają. Właściwie Luck nie jest taki straszny jak myślałam na początku jest wspaniałym bratem i chłopakiem. Dziś jest sobota. Nudzę się przez cały dzień. Lola i Luck wychodzą wieczorem do klubu , namawiali mnie abym szła z nimi , ale nie mam ochoty. Kiedy tylko powiedzieli słowo „klub” przypomniał mi się tajemniczy blondyn. Poczułam na sobie wtedy taki dziwny dreszcz. Kiedy przeglądałam się w lustrze zauważyłam na swojej szyi malinkę, którą mi zrobił tamtego wieczoru. Nie , nie chce go znowu spotykać , on jest okropny. Wole zostać w domu.
-Mery , to my idziemy , jakby coś się działo to dzwoń – wołał Luck z korytarza.
-Dobrze – nie chciało mi się wstać z łóżka. Usłyszałam tylko jak drzwi się zamykają. No i co ja będę robić cały dzień ? Leżałam na sofie przed wielkim telewizorem , przeskakiwałam z kanału na kanał szukając jakiegoś filmu. W końcu trafiłam na jakiś horror z ciekawości zaczęłam go oglądać. Boje się horrorów , ale lubię się bać. Uwielbiam jak skacze mi adrenalina. W pewnym momencie moje oczy zaczęły mimowolnie się zamykać , próbowałam z tym walczyć , ale zmęczenie wygrało.

***Godzina później***

Mocne wstrząs obudził mnie. Nie miałam siły otworzyć oczu , ale kiedy znowu podskoczyłam otworzyłam je bardzo szybko. Zaczęłam energicznie się ruszać kiedy zrozumiałam , że jestem w samochodzie. Całkiem zdezorientowana usłyszałam śmiech. Całe moje ciało momentalnie się napięło. Odwróciłam powoli głowę. Na miejscu kierowcy siedział. Siedział... moja usta były otworzone , a oczy mocno rozszerzone.
-W końcu się obudziłaś śpiochu – chłopak położył swoją dłoń na moim gołym kolanie. Szybko ją strzepnęłam. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Pewnie się zastanawiasz jak się tu znalazłaś. Wiesz powinnaś zamykać drzwi na klucz – blondyn zaśmiał się cwaniacko, cała ta sytuacja go rozbawiała , ale mi nie było do śmiechu. Kiedy chłopak tylko się zatrzymał , wyskoczyłam z samochodu i zaczęłam biec co sił w nogach. Robiłam manewry między drzewami. Odwróciłam się tylko na chwile aby zobaczyć czy blondyn za mną biegnie , ale potknęłam się i upadłam. Chciałam szybko wstać nie zwracając uwagi na ból , ale poczułam czyjeś ręce na swoich biodrach , które ciągnęły mnie w górę. Wiem dobrze , że to on. Zaczęłam się wyrywać , ale był dla mnie za silny.
-Ciii spokojnie- chłopak szeptał do mojego ucha. Wyrwałam jedną rękę z jego uścisku i z całej siły uderzyłam go łokciem w brzuch. Chłopak lekko poluźnił uścisk , ale nie zdołałam się uwolnić.
-Ty mała suko – był wkurzony. Blondyn przerzucił mnie przez ramię jak worek i zaniósł do samochodu.
-A teraz masz cicho siedzieć, a nic ci się nie stanie – nie krzyczał , ale widać było w jego oczach złość. Bałam się go. Przestraszona podkuliłam nogi i schowałam twarz w dłonie. Po moich policzkach płynęły łzy nad którymi nie mogę zapanować. Chłopak wsiadł do auta i ruszyliśmy. Ani ja , ani on się nie odzywaliśmy. On był na mnie wkurwiony , a ja się bałam cokolwiek powiedzieć. Modliłam się w duchu , że zaraz po mnie przyjedzie Luck i będzie wszystko dobrze. Ale przecież to nie możliwe, to mój koniec. Zaraz mnie gdzieś zabije , lub zgwałci i zostawi w jakimś lesie. W mojej głowie rodziło się coraz więcej ciemnych i przerażających scenariuszy. Nie mam przy sobie telefonu. Więc nie mam jak zadzwonić na policję. Poczułam jak samochód się zatrzymuje. Rozejrzałam się po okolicy , był tu tylko duży dom. Chłopak wysiadł , obszedł samochód dookoła i otworzył mi drzwi, nie miałam ochoty wysiadać. Blondyn podał mi rękę. Nie mam innego wyjścia , w samochodzie nie będę siedzieć bo zmarznę na sopel lodu. Chłopak ciągnął mnie w stronę domu. Słyszałam szum wody. Gdzie my do cholery jesteśmy.
-Mery wejdziesz ? -z zamyśleń wyrwał mnie jego głos. Patrzył na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami , od których nie mogłam oderwać wzroku. Zaraz! Stop... co ja wygaduje. Mery porwał cię jakiś nieznajomy, pojebany psychopata a ty myślisz o jego pięknych oczach?! Kompletnie mnie pojebało. Weszłam do domu.
-Gdzie jesteśmy ? - zapytałam cicho. Nagle cały dom rozjaśnił się dzięki lampom.
-U mnie – powiedział przy moim uchu. Moje oczy zamknęły się szybko kiedy poczułam jego dłonie na moich biodrach, ale oprzytomniałam kiedy poczułam , że wślizgują się one pod moją bluzkę. Odepchnęłam ode siebie chłopaka, ten zaś zrobił w moim kierunku kilka kroków , pochylił się w moja stronę i powiedział.
-Lubie takie – chciałam już coś odpowiedzieć , ale mnie w tym uprzedził.
-Jeszcze nie będziesz mogła się mnie oprzeć – nie wiem czemu , ale te słowa wywołały u mnie śmiech. Jednak szybko umilkłam. Dobrze wiem , że nie ma co z nim zadzierać. Kiedyś w szkole gadały o nim dziewczyny. Usłyszałam tylko to, że ma na swoim koncie niezłą listę przestępstw. Narkotyki , broń , nielegalne walki , kradzieże. Zastanawia mnie tylko to , czemu akurat ja. Czemu właśnie upatrzył sobie mnie na ofiarę. Stałam tak w korytarzu i nie wiedziałam co mam robić, chłopak znikł mi z mojego pola widzenia. Chciałam zrobić krok , ale do domu wparowała momentalnie co najmniej setka ludzi. Nawet mnie nie zauważyli. W całym domu rozbrzmiała muzyka , każdy chodził już z czerwonym kubeczkiem wypełnionym po brzegi alkoholem. Do moich nozdrzy dostał się dym tytoniowy. Przywiózł mnie tu na imprezę i znikł ? Ma naprawdę duży dom. Moja ciekawość był ode mnie silniejsza, wdrapałam się po schodach na piętro. Gdzie oczywiście też trwała impreza. Stałam tam jak wryta w podłogę. Kiedy oprzytomniałam do jednego z pokoi. Był to zwykły pokój. Łóżko , biurko z laptopem , wielkie głośniki i wieża. W rogu na suficie był powieszony worek do treningu. Kiedy otworzyłam wielką szafę moim oczom ukazały się idealnie ułożone ubrania. Na szafkach stały różnego rodzaju zdjęcia. Jedno zaciekawiło mnie najbardziej był na nim blondyn jakaś dziewczyna i chłopak. Podskoczyłam jak oparzona kiedy tylko do moich uszu dostał się trzask zamykających się drzwi , niepewnie odwróciłam się w tamtym kierunku na pięcie.
-Co ty tu kurwa robisz ?! - był to blondyn. Wyrwał mi z dłoni ramkę ze zdjęciem i delikatnie odłożył ją na miejsce. Chciałam wyjść , ale kiedy byłam już przy drzwiach chłopak przycisnął mnie do nich , z moich oczu popłynęły łzy i jęknęłam z bólu pod wpływem napierającej na mój brzuch klamki. Chłopak jak oparzony odskoczył ode mnie a ja osunęłam się plecami po drzwiach. Był to niewyobrażalny ból. Taki sam jak wtedy kiedy mnie kopnął. Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje , nie panowałam nad swoim umysłem. Chłopak podniósł mnie i na rękach zaniósł na łóżko. Zwinęłam się w kłębek. Chłopak przez moment nie było przy mnie , ale zaraz wrócił.

***Oczami Nialla***


Położyłem ją na łóżko i pobiegłem jak najszybciej po apteczkę. Dziewczyna nie opierała się abym zobaczył jej brzuch. To co zobaczyłem wybiło mnie z równowagi. Przyłożyłem delikatnie do jej brzucha mokry ręcznik.  

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 3

 Spojrzałam na zegarek była już 19 , ile ja przesiedziałam na tej podłodze ? Zerwałam się z podłogi jak oparzona. Najpierw pod prysznic, wysuszyłam dokładnie swoje ciało i włosy. Nie miałam pojęcia w co się ubrać. Kiedy tak przeglądałam szafę moim oczom ukazało się szare pudło. Dobrze wiedziałam co w nim jest. Kiedyś chciałam w swoim życiu coś zmienić i tą zmianą miały być moje ciuchy , chciałam zmienić słodkie, niewinne moje ciuchy na te które kupiłam. Może teraz jest na to czas ? Przecież i tak mnie tam nikt nie będzie znał. Otworzyłam pudło i wyciągnęłam nowe ubrania. Postanowiłam , że założę czarne majtki z koronki i czarne leginsy. Szczerzę mówiąc były strasznie ciasne , ale podkreślały moją pupę. Nie mam pojęcia co się w tamtym momencie ze mną działo , jakby wyszła ze mnie ta druga Mery , którą tak długo więziłam. Moje drugie oblicze. Założyłam czarny stanik i białą bluzkę , która była lekko za krótka i gdy podnosiłam ręce odkrywała mi pępek. Założyłam też czarne trampki , ponieważ nie lubię chodzić w szpilkach. Włosom pozwoliłam ułożyć się same , zrobiłam sobie prawię niewidoczne kreski i pomalowałam lekko rzęsy. Spojrzałam na zegarek , zaraz dochodzi 20. Kiedy zobaczyłam siebie w lustrzę , mało brakowało a bym się nie poznała.
-Mery gotowa ? - słyszałam Lucka za drzwiami. Niepewnie nacisnęłam klamkę. Stałam w drzwiach i patrzyłam na oszołomionego chłopaka.
-Co się tak na mnie patrzysz ? - zaśmiałam się pod nosem.
-Nic , ładnie wyglądasz , prawię cię nie poznałem – uśmiechnął się do mnie. Fajnie widzieć w końcu ten uśmiech. Zastanawiam się też czemu on jest dla mnie taki miły. Nagle się zmienił ? Przecież to niemożliwe. Zeszliśmy na dół gdzie czekała na nas jego dziewczyna. Jest prześliczna. Długie , blond włosy , niebieskie oczy. Kiedy zobaczyłam jej oczy od razu przypomniał mi się tamten koleś z parku , moje ciało przeszły nieprzyjemny dreszcz.
-Hej jestem Lola – dziewczyna mocno mnie przytuliła , miło z jej strony.
-Hej ja Mery.. - nie dała mi dokończyć.
-Wiem , twój brat mi o tobie opowiadał , ale nie mówił, że z ciebie taka laska. Wyglądasz ostro, żeby nie było inaczej ślicznie- zaśmiałam się z jej komentarza , a ona dołączyła do mnie po chwili. Fajna z niej dziewczyna , mam nadzieję , żeby będziemy miały dobre kontakty. Osobiście mogę powiedzieć , że pasują do siebie z Luckiem. Ona taka niska , a on wysoki , on masę tatuaży a ona ani jednego. Dopasowali się idealnie, jak ogień i woda.
-Dobra dosyć tych pogaduszek , jedziemy – Luck złapał za rękę Lolę i wyszli z domu ja zaraz po nich. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy. Trochę się obawiałam tego wieczoru.
-A Mery , zapomniałem ci powiedzieć będą też tam moi kumple – zaniemówiłam , kiedy to usłyszałam , nie wcale to nie jest ważna wiadomość , nie martw się Luck nic nie szkodzi! Cała kipiałam ze złości. Najchętniej to teraz bym wyskoczyła z tego auta. Ale kiedy o tym pomyślałam , auto się zatrzymało. Niepewnie wysiadłam , obok wejścia była niezła kolejka , no to sobie trochę poczekamy. Chciałam iść za nimi do kolejki , ale Luck i Lola , podeszli do ochroniarza a ten ich wpuścił. Tym , którzy czekali w kolejce nie za bardzo się spodobało. Od razu kiedy weszliśmy poczułam zapach , dymu tytoniowego i alkoholu. Muzyka była naprawdę głośna, prawie tak , że nie słyszałam swoich własnych myśli. Przepychałam się przez tłum , spoconych ludzi za Lolą, która szła za Luckiem. Po chwili zatrzymali się , Luck witał się z jakimiś chłopakami a Lola z dziewczynami.
-Słuchajcie , to Mery , moja przyrodnia siostra – Luck pociągnął mnie do siebie , stałam jak sparaliżowana , jak wszyscy mierzyli mnie wzrokiem.
-Mery to jest James i Kat , tam siedzą Amy i Mat a ten koleś na samy końcu to Tom – Luck próbowałam przekrzyczeć muzykę. Wszyscy równocześnie do mnie zamachali, ja tylko zdołałam uśmiechnąć się. Chłopacy z tej grupki byli strasznie wytatuowani prawie tak jak Luck. Z dziewczyn tylko Lola nie miał tatuaży no i ja.
-Stary z twojej siostry jest niezła dupa – moje oczy rozszerzyły się bardziej na ten komentarz , który powiedział Tom , jeśli dobrze zapamiętałam. Luck spojrzał na niego złym spojrzeniem i ten siedział już cicho. Usiadłam koło Jamesa i Kat. Wszyscy rozmawiali ze sobą o czym ale jako ja jedyna siedziałam cicho.
-Mery idź po jakieś drinki dla dziewczyn a nam weź coś mocniejszego – poprosił mnie mój brat. Niechętnie wzięłam od niego kasę i poszłam do baru.
-To chyba nie twoje klimaty co nie ? - odwróciłam się aby ujrzeć Toma , przecież jeszcze przed chwilą siedział ze znajomymi co on tu robi ? Nie przepadam z nim.
-Tak , masz rację to nie moje klimaty – powiedziałam oschle. Zamówiłam jakieś drinki , o nazwie, której nie umiem wymówić , a chłopakom piwa z wódką. Podziękowałam barmanowi i chciałam już iść , ale nie uniosę tego sama. Tom zrozumiał mnie bez słowa i zabrał połowę trunku i poszedł do stolika. Odwróciłam się aby zabrać resztę trunku , coś przykuło moją uwagę. Nie co a raczej ktoś. Był to chłopak , który siedział na na końcu baru. Kiedy podniósł twarz i zobaczyłam ten uśmiech i te oczy. Po prostu moje nogi ugięły się pode mną. Patrzył się centralnie na mnie! Zabrałam szybko szklanki z alkoholem i szybkim krokiem poszłam do stolika , gdzie czekali na mnie znajomi.
-No nareszcie gdzieś ty była ? - pytał się żartem Tom, ale Luck patrzył na mnie podejrzanie. Usiadłam koło niego posyłając mu słaby uśmiech. Siedziałam cicho i rozglądałam się co chwilę, ale nigdzie nie widziałam tajemniczego blondyna , tak jakby się rozmył w powietrzu.
-Mery wszystko okej ? - zapytał się mnie Luck do ucha. Skinęłam głową, że tak.
-Zatańczysz ? - jakiś chłopak momentalnie znalazł się przy naszym stoliku. Patrzyłam się na niego głupio czy zwraca to pytanie do mnie. Niepewnie podałam mu rękę , a ten pociągnął mnie do góry i na parkiet. Stanęliśmy w jakimś ciemnym koncie. Chłopak odwrócił mnie do siebie plecami , nie wiedziałam co mam robić. Nie czułam jego rąk na sobie. Dopiero po chwili znalazły się one na moich biodrach. Zaczął napierać nimi na nie ,abym się ruszyła , więc tak zrobiłam. Poczułam przy swojej pupie jego kroczę , na co wzdrygnęłam się usłyszałam tylko w odpowiedzi śmiech. Moje policzki robiły się coraz bardziej czerwone. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w rytm piosenki. Moje biodra ruszały się coraz szybciej i bardziej napierały na kroczę chłopaka. Kiedy w pewnym momencie zrobiłam niepewny ruch i mocniej przycisnęłam swój tyłek do jego człona usłyszałam przy swoim uchu mruknięcie. Całe moje ciało przeszył dreszcz. Przyjemny dreszcz. Po chwili poczułam mokre usta chłopaka na swojej szyi , odchyliłam głowę w bok robiąc mu lepszy dostęp do moje skóry. Poczułam lekki ból na skórze. Chłopak ssał i przygryzał moją skórę , dopiero po chwili mój mózg zaczął działać i zrozumiałam , że on mi robi malinkę, ale nie potrafiłam przerwać przyjemnego uczucia , jeszcze nigdy się tak nie czułam. Po chwili przygryzania mojej skóry chłopak swoim jeżykiem przejechał po obolałym miejscu i dmuchnął na nie zimnym powietrzem, na mojej skórze momentalnie pojawiła się gęsia skórka.
-Teraz jesteś moja – w mojej głowie te słowa odbijały się echem. Szybko otworzyłam oczy i odwróciłam się twarzą do chłopaka. To co zobaczyłam wybiło mnie z równowagi. To był on! To ten blondyn! Ale jak , kiedy ? Blondyn przybliżył się kilka kroków do mnie a ja jak wryta w podłogę nie potrafiłam zrobić , ani jednego kroku.
-Nawet nie umiesz się mnie oprzeć – naglę oprzytomniałam, zamachnęłam się dłonią , ale blondyn zdążył mnie złapać. W jego oczach błysła złość. Ściskał mój nadgarstek. Syknęłam z bólu , kiedy pociaśnił uścisk, kiedy usłyszał , że sprawia mi to ból od razu mnie puścił.
-Do zobaczenia misiu – chłopak puścił mi oczko i zniknął w tłumie. Wszyscy ludzie wokół nas nawet nie zwrócili uwagę na to co się przed chwilą tu stało. Wróciłam do stolika dopiero po chwili. Wszyscy patrzeli na mnie dziwnym wzrokiem. Tylko Lola patrzyła innym. Jakby rozumiała co się stało. Ale jak ? Jak to możliwe ?
-Źle się czuję odwieziesz mnie do domu ? - pytanie skierowałam do Lucka., ale ten nie był zbytnio chętny.
-Ja cię odwiozę – Lola wstała z siedzenia i zabrała kluczyki do auta od jej chłopaka. Kiedy wyszliśmy z klubu otuliło mnie zimne powietrze. Wsiadłam szybko do auta , Lola odpaliła samochód i ruszyliśmy. Przez całą drogę panowała cisza , ale nie w mojej głowie. W mojej głowie panowała burza , której nie dało się opanować. Z zamyśleń wyrwało mnie zatrzymanie się auta. Chciałam już wyjść , ale Lola postanowiła się odezwać.
-Nie pierwszy raz go spotykasz prawda ? - siedziałam osłupiała. Moje milczenie Lola wzięła za odpowiedź.
-Nie będę ci robić , kazań , ale uważaj z kim się zadajesz bo... - dziewczyna urwała. Nie chciałam wiedzieć o co chodzi. Skinęłam głową na znak , że rozumiem i wyszłam z auta. Dziewczyna odjechała a ja poszłam do domu.
-Hej wróciłam! - powiedziałam będąc jeszcze w korytarzu. Nikt nie odpowiedział. Zajrzałam do kuchni , ale Peny tam nie było. W salonie znalazłam tylko ojczyma. Chciałam już wyjść , ale ten momentalnie znalazł się koło mnie i zamknął mi drzwi przed nosem aby nie wyszła.
-Gdzie byłaś ?! - krzyczał na mnie bez powodu. Nic nie odpowiedziałam. Czego bardzo pożałowałam , zacisnęłam mocno oczy pod wpływem bólu. Stało się , w końcu mnie uderzył i tym razem mamy tu nie ma. Złapałam za bolący policzek. Był obolały i mokry od łez.
-Jeszcze raz zapytam , gdzie byłaś ?!! - cała się trzęsłam. Zrobiłam kilka kroków w tył , a on się kilka kroków w przód.
-Na imprezie – odpowiedziałam cichym, łamiącym się głosem. Miałam nadzieję , że jak mu odpowiem to się odczepi, ale pomyliłam się. Złapał mnie z włosy i zaczął ciągnąć do góry. Krzyczałam , ale nikogo najwyraźniej nie było w domu. Rzucił mnie na podłogę. Myślałam , że mnie tak tu zostawi , ale poczułam mocny ból w brzuchu. Kopnął mnie! Zawyłam z bólu zwijając się w kulkę.
-Co ja ci takiego zrobiłam ? - mówiłam cicho mając nadzieję , że mnie nie usłyszy , ale usłyszał.  
-Piśnij tylko słówko matce , a będą to twoje ostanie słowa – odwrócił się i wyszedł. Leżałam na podłodze , płacząc z bólu i bezsilności. Z nosa lała mi się krew.

***Oczami Lucka***

Kiedy pożegnałem się z Lolą pod domem , dziewczyna odjechała , a ja poszedłem od razu na górę. Kiedy chciałem iść do swojego pokoju i przechodziłem koło pokoju Mery drzwi od jej pokoju były otwarte. Nie wszedłem tam , może sobie tego nie życzy. Obiecałem sobie , że będę dla niej miły , ale kiedy poprosiła mnie , żebym ją odwiózł nie zrobiłem tego. Mam nadzieję , że kiedyś mi zaufa. Może jestem skończonym dupkiem i nieczułym skurwielem , ale zależy mi na niej w końcu jest moją siostrą. Miałem iść już do siebie , ale usłyszałem płacz. Cofnąłem się kilka kroków w tył i lekko zajrzałem do jej pokoju. W ciemności nic nie było widać , ale coś leżało na ziemi. Zapaliłem światło. Na podłodze leżała skatowana dziewczyna. Cały się gotowałem , podszedłem szybko do dziewczyny. Leżała zwinięta w kłębek. Delikatnie podniosłem ją z ziemi i położyłem na łóżku. Pobiegłem szybko do łazienki po apteczkę. Dziewczyna miała zamknięte oczy. Bała się je otworzyć. Zrobiła to dopiero kiedy przyłożyłem wacik z wodą utlenioną do jej nosa. Syknęła z bólu. W jej oczach był ból i strach.
-Spokojnie – próbowałem ja jakoś uspokoić , kiedy zaczęła płakać. Opatrzyłem jej nos , na szczęście nie jest złamany , ale na policzku będzie miała niezłego siniaka.
-Kto ci to zrobił ? - moja krew w żyłach cała się gotowała. Dziewczyna odwróciła wzrok od mojej twarzy. Wiedziałem! Wkurwiony wstałem energicznie z łóżka i chciałem iść zajebać tego huja.
-Luck – do wyjścia powstrzymał mnie jej łamiący głos.
-Proszę cię , nie – patrzyłem na dziewczynę proszącą mnie abym tego nie robił. Ona nie może tu zostać. Nie pozwolę aby ją dalej katował.

***Oczami Mery***


Patrzyłam na Lucka , który pakował moje cichu , dobrze wiedziałem po co to robi. Chciałam wstać , ale ból w brzuchu mi na to nie pozwalał...

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 2

-Wyłaź! - Luck , krzyczał na mnie , tak głośno , że mogłaby go usłyszeć cała dzielnica. Przestraszona wyszłam z auta i jak najszybciej pobiegłam do domu.
-Co się stało? - zapytała Peny kiedy koło niej przebiegłam. Nie odpowiedziałam nic. Zamknęłam się w swoim pokoju , usiadłam w kącie i czekałam jak Luck zacznie się dobijać do drzwi , ale nie zrobił tego. Siedziałam tak może z kilka godzin , płacząc i myśląc. Nie chce tak żyć , nie chcę żyć w strachu przed nim. Po jakimś czasie postanowiłam wstać z miejsca , ale od razu w mojej głowie pojawiło się milion pytań. Czy on był tam w tym zaułku ? Czy on do kogoś celował ? Po co ? Kim on jest ? Mordercą ? Milion pytań w głowie , ale ani jednej odpowiedzi. Co miałam teraz zrobić ? Iść do niego , żeby mi to wszystko wytłumaczył ? Czy unikać go do końca życia ? Czemu ja jestem taka słaba. Postawiłabym się mu i by było po sprawie , ale nie potrafię. Boje się go, ale przecież nie mogę żyć w strachu przed tym , że Luck może mi coś zrobić. Otworzyłam drzwi trzęsącymi rękoma , wyszłam na korytarz nikogo nie ma. Podskoczyłam kiedy na dole rozbrzmiała naprawdę głośna muzyka , nie słyszałam nawet swoich własnych myśli. Szybko zeszłam na dół , zastałam tam masę ludzi , nieznajomych mi ludzi. Domyśliłam się co tu się dzieje. Luck zrobił imprezę , ale gdzie są rodzice ? Stałam tam jak głupia i tępo patrzyłam się na tych ludzi. Moje oczy spotkały się z jego oczami , z oczami Lucka , wyparzał mnie z tłumu , zaczęłam , przepychać się między ludźmi kiedy zorientowałam się , że idzie w moim kierunku. Dosłownie wyskoczyłam z domu na dwór. I co mam teraz zrobić ? Na dworze też panowała impreza. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka kiedy mocniej zawiał zimny wiatr. Miałam na sobie tylko spodnie i cienki T-shirt. Zaczęłam iść w kierunku parku. Nie miałam gdzie się podziać. Odwróciłam się na chwilkę , żeby zobaczyć czy przypadkiem Luck nie idzie za mną.
-Co taka bezbronna dziewczyna robi w takim miejscu jak to i w dodatku tak późno ? - odwróciłam głowę , aby zobaczyć kto to mówi , ale nikogo nie było w okolicy.
-Powinnaś być bardziej ostrożna , może coś ci się stać – odwracałam się panicznie wokół własnej osi , ale nikogo nie znalazłam.
-Gdzie jesteś ?! - zaczęłam się bać , ale sparaliżowana nie mogłam się ruszyć. Ten ktoś już nie odpowiedział. Zaczęłam robić kroki w tył, ale na coś wpadłam.
-Z kim ty gadasz ?! - poznałam ten głos. Luck. Ten nawet nie czekał aż coś powiem tylko od razu zaczął mnie ciągnąć do domu , odwróciłam na chwilę głowę w miejscu gdzie przed chwilą stałam , ujrzałam tylko ciemną w cieniu postać mężczyzny. Przestraszyłam się.
-Możesz mnie tak nie szarpać ?! - warknęłam do Lucka. Chłopak spojrzała na mnie zdziwiony. Wykorzystałam moment jego nieuwagi i wyszarpnęłam swoją dłoń z jego.
-Możesz mi kurwa wytłumaczyć to tu się do cholery dzieje ? - samie nie mogłam uwierzyć co się ze mną dzieję , że się o to spytałam , że odważyłam się mu postawić i że przez to wszystko zaczęłam przeklinać. On tak po prostu mnie zlekceważył i zaczął iść w swoim kierunku. Co za idiota. Pobiegłam za nim , miałam zamiar złapać go za ramię , ale ten mnie uprzedził i odwrócił się w moją stronę.
-Odpierdol się , nie twoja sprawa! - wyczułam tyle jadu w jego słowach jak nigdy dotąd.
-Nie , jesteś moim przyrodnim bratem! A tu też chodzi o mnie! Czemu nie mogę wiedzieć ?! Co ! Odpowiedz mi! - krzyczałam na cały głos, czułam się taka silna. Chłopak patrzała w dół a to wszystko zaczyna mnie naprawdę denerwować.
-Kim był ten chłopak , który był razem z tobą w zaułku ? Kim ty jesteś ? Mordercą ? No kurwa kim! Wiem , że mnie nie lubisz , ale musisz się z tym pogodzić , że jestem teraz w twojej rodzinie. Ja te tego nie chciałam, ale nic na to się już nie da poradzić! - ciągle krzyczałam , jak głupia , pewnie obudziłam wszystkie domu wokół nas , ale miałam to teraz w dupie. Musiał mi to wytłumaczyć! Patrzył na mnie pustym wzrokiem. Jakby w ogóle nie miał uczuć , jakby się w nim wypaliły. Stoi właśnie przede mną człowiek , który nic nie czuje. Nic , a nic , nicość.
-Nie powiesz mi prawda ? - powiedziałam trochę spokojniej. Chłopak westchnął i otworzył usta , aby coś powiedzieć.
-Nie – powiedział stanowczo , ale przynajmniej już na mnie nie krzyczy. Sama się muszę dowiedzieć wszystkiego.
-Chodź do domu – Luck zaczął iść , a ja za nim. Zaczęłam myśleć o tym tajemniczym kolesiu z parku. To miasto jest naprawdę dziwne. Myślałam przez całą drogę , ale oczywiście nic nie wymyśliłam. Zaskoczyło mnie to gdy dotarliśmy do domu , nie było już imprezy. Kiedy weszliśmy do domu , ujrzałam sprzątającą Peny. Gdy zobaczyłam godzinę na zegarku po prostu mnie zamurowało , było dawno po piątej w nocy , a ja przecież wstaje o szóstej do szkoły. Nie mam co liczyć , że zasnę , więc postanowiłam , że pomogę Peny sprzątać , oczywiście Luck się bałaganem nie przejmował.
-Idź spać , nie wstaniesz do szkoły – powiedziała , kiedy zorientowała się , że zamierzam jej pomóc w sprzątaniu tego bałaganu.
-I tak nie zasnę. Mogę cię o coś zapytać ? - rozmawiałyśmy jednocześnie wkładając czerwone, plastikowe kubeczki od picia do worków na śmieci. Peny spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Czemu Luck taki jest ? - kobieta spuściła wzrok , a ja poczułam się nie komfortowo.
-Matka Lucka została zamordowana , przez jakiś miejscowy gang , wiesz jak to jest chłopaki z gangu się naćpali i zaczepili ją na ulicy gdy wracała do domu z pracy. Luck miał wtedy dopiero szesnaście lat , od kąt ona odeszła Luck zaczął wychodzić nocami , uciekał z domu , przychodził cały w siniakach lub krwi. Zaczął imprezować , pić. Ostatnio znalazłam w jego pokoju pistolet i zakrwawiony nóż. Kiedy dowiedział się , że jego matkę zabili ci gówniarze to zaczął mówić , że ich wszystkich pozabija, nie przejmowałam się wtedy tym myślałam , że tylko tak mówi z bólu i złości po utracie matki , ale najwidoczniej jednak tak nie było. - zakryłam usta dłonią , żeby nie wydać z siebie niepotrzebnego dźwięku. To było okropne. Nie wiedziałam co mam myśleć na temat Lucka. Współczuje mu bardzo , to okropne. Nie zapytała już o nic. Posprzątałyśmy cały ten bałagan , więc mogłam iść do siebie do pokoju. Kiedy chciałam już wejść usłyszałam jak Luck rozmawia , a raczej krzyczy na kogoś.
-Nie stary! Powiedziałem ci , nie plątaj jej w to! - Kogo ? Mnie ? Stałam tam jak wryta w podłogę nie mogąc zrobić żadnego ruchu. Może nie chodzi o mnie tylko o kogoś innego. Spanikowałam kiedy drzwi od pokoju Lucka zaczęły się otwierać. Szybko wparowałam do swojego pokoju.

***Oczami Lucka***

Kiedy skończyłem gadać z Tomem , miałem iść pod prysznic , gdy tylko wyszedłem na korytarz ujrzałem jak Mery wchodzi szybko do swojego pokoju. Podsłuchiwała! Czemu ona nie może trzymać nosa przy sobie. Nie chce żeby mieszała się w moje życie.

***Oczami Mery , rano ***

Obudziłam się na podłodze, jestem wykończona. Nie idę dziś do szkoły , nie dam rady wysiedzieć wszystkich lekcji. Trudno , zostanę ten jeden dzień w domu , przecież nic się nie stanie. Co się ze mną dzieje. Jeszcze nigdy nie opuściłam żadnej lekcji , żadnego dnia szkoły , ale nie dam rady , oczy same mi się zamykają. Wzięłam szybki prysznic , przebrałam się w sportowe ciuchy i postanowiłam trochę pobiegać. Wybiegłam sprintem z domu. Słuchawki w uszach , ulubiona muzyka , lekki wiaterek i ja biegnąca, nie obchodziło mnie już wtedy nic. Znalazłam się w znajomym mi miejscu. To był ten park. Zatrzymałam się na chwilkę aby obejrzeć się za siebie. Kiedy chciałam zacząć od nowa biec , poczułam silny ból i jak lecę na ziemię. Odruchowo zamknęłam oczy, ale nie upadłam. Dopiero po chwili otworzyłam oczy gdy spostrzegłam się , że ktoś mnie trzyma za przedramienia. Ujrzałam wysokiego blondyna. Uśmiechał się do mnie podejrzanie. Zrobiłam kilka kroków w tył. Nasze spojrzenia złączyły się w jedną linię. Jego oczy były jak ocean. Błękitne hipnotyzujące , wielkie oczy.
-Dzięki – powiedziałam z grzeczności. Tak jak Luck miał masę tatuaży , kolczyk w dolnej wardze i w brwi. Chciałam już iść , ale chłopak w końcu się do mnie odezwał.
-Powinnaś być bardziej ostrożna , może coś ci się stać - moje ciało przeszły nieprzyjemny dreszcz. Chłopak uśmiechnął się szyderczo i tak po prostu odszedł. Odwróciłam się za nim szybko , ale ujrzałam jak odjeżdża samochodem. Usiadłam na ławce , te słowa. Te same słowa. Czy to może być przypadek ? Chcę wierzyć , że to był przypadek , ale miał taki sam głos i powiedział to tak samo jak tamten koleś wczoraj. Złapałam się za głowę , czy to się naprawdę dzieje ? Czy ja nie mogę mieć normalnego życia ? Nie mam co się przejmować prawda ? Ogarnęłam się i wróciłam do domu. Przez cały dzień nie mam co robić.
-Peny czemu nie ma jeszcze rodziców ? Gdzie oni w ogóle są ? - zapytałam kobietę , która zacierała kurze w salonie. Gosposia spojrzała na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Powinni wrócić wczoraj na wieczór, dzwoniłam , ale nie odbiera ani twoja mama ani twój tata - „ to nie jest mój tata „ powiedziałam do siebie w myślach. Odeszłam bez słowa. Pukałam , a raczej waliłam w drzwi od pokoju Lucka. Temu jednak się nie śpieszyło , żeby mi otworzyć.
-Czego chcesz ? - bez słowa wprosiłam się do jego pokoju , nigdy tu nie byłam , ale pomieszczenie wyglądało normalnie.
-Nie wiesz gdzie pojechali rodzice ? Powinni wrócić wczoraj , a nadal ich nie ma. Martwię się. - ten patrzył na mnie rozbawionym wzrokiem , nie rozumiem co w tym śmiesznego. Spodziewałam się wszystkiego , ale nie tego , że zacznie się z tego śmiać. Wkurzyło mnie to.
-To , że ty wypaliłeś swoje uczucia i zmartwienia w sobie po utracie matki nie znaczy, że ja to zrobiłam a nie znam swojego ojca od zawsze !!! - nie wytrzymałam , może nie powinnam mówić o jego mamie tak ostro , ale nie panowałam nad sobą. Czuję , że zaraz się rozpłaczę , więc wybiegłam z jego pokoju i zamknęłam się w swoim. Złapałam za telefon. Moja mama nie odbierała. Martwię się o nią , o tamtego dupka mniej , prawię wcale. Siedziałam tak z pół godziny , kiedy ktoś zaczął pukać do drzwi. Niechętnie podniosłam się z podłogi. Złapałam za klamkę , aby otworzyć drzwi. W moich drzwiach stał Luck. Tak Luck !
-Czego chcesz ? - powiedziałam oschłym tonem. Ten zrobił to co ja niedawno , wprosił się bez słowa do mojego pokoju. Usiadł tak jakby nigdy nic na moim łóżku i zaczął się bawić moja poduszką. Nie ogarniając co właśnie się tu dzieje usiadłam na podłodze naprzeciwko Lucka. Chciałam już zapytać się po co przyszedł , ale ten mi przerwał.
-Przepraszam – otworzyłam usta , w niedowierzaniu. Czy ja się przesłyszałam , czy Luck mnie przeprosił. Oczywiście mówił to do poduszki , nie ma za dużo odwagi , aby spojrzeć mi w oczy.
-Rodzice mają przyjechać jutro , tak przynajmniej mówił mi mój ojciec jak do mnie dzwonił wczoraj – cała się zagotowałam.
-To nie mogłeś mi powiedzieć od razu ?!
-Chciałem ci zrobić na złość w końcu jesteś moją młodszą siostrzyczką i muszę cię trochę podokuczać, ja już taki jestem – czy ja śnie ? On powiedział , że jestem jego młodszą siostrzyczką ? Czy to ten sam Luck ? O co chodzi tu ? Czy to jakieś żarty ? Jestem w ukryte kamerze czy coś ? Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Tak myślałem , może miałabyś ochotę przejść się ze mną i moją dziewczyną na imprezę ? Znasz tu mało osób , a przyda ci się rozrywka – moje usta nadal były otwarte ale rozszerzyłam jeszcze oczy. On mnie zaprasza na imprezę? Nie to na pewno nie ten sam Luck.
-Myślę , że może lepiej nie.. - nie dał mi dokończyć.
-Nie słyszę odmowy , byłem ostatnio dla ciebie nie miły więc chce ci jakoś to wynagrodzić.- może Luck nie jest aż taki zły za jakiego go uważałam. Skinęłam głową , na znak , że się zgadzam chociaż nie byłam za bardzo przekonana.Okej , to o 20 pojedziemy – poinformował mnie i wyszedł. Siedziałam tak na tej podłodze i próbowałam przetworzyć w głowię co się właśnie tu stało...

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 1

-Mery do cholery jasnej możesz się pośpieszyć ? - słyszałam krzyki mojego przyszłego ojczyma , czasami po prostu miałam ochotę podejść do niego i mu wygarnąć wszystko w twarz , to jak zniszczył mój świat. Ale wiem , że mama go kocha , więc dla niej staram się go tolerować. Spakowałam szybko resztę swoich ciuchów i byłam gotowa aby wyjść. Nie miałam ochoty wyjeżdżać z nimi do Londynu co najgorsze , będę mieszkać z nim , mama i jej synem. I coś czuje , że go chyba nie polubię. Wsiedliśmy do samolotu i polecieliśmy. Zasnęłam.

***Kilka godzin później***

Poczułam jak ktoś , mocno mną potrząsa. To był on , no bo kto inny.
-Wstałam , wstałam ! - odepchnęłam jego ręce i wstałam.
-Nie krzycz na mnie! - szykował już swoją dłoń aby wycelować w mój policzek , ale uratowała mnie moja mama. Tak ma już być zawszę ? Ja nie wiem co moja matka widzi w tym kolesiu , przecież on jest okropny na dodatek chciał mnie uderzyć i to nie pierwszy raz , ale za każdym razem ratowała mnie moja mama tym , że w odpowiedniej chwili wchodziła do pomieszczenia. Zabraliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy do mojego nowego „domku”. Przez całą drogę nie odezwałam się ani jednym słowem , ale kilka razy przyłapałam ojczyma na patrzeniu na mnie w lusterku. On wywołuje u mnie obrzydzenie. Nie podobało mi się to miasto , na każdej ulicy dziwka , jakieś ciemne uliczki lub grupka chłopaków , którzy się bili , albo pili alkohol. Nie lubię takiej okolicy , wolę bardziej spokojną i bezpieczną. Modliłam się w duchu , żebym nie musiała chodzić do szkoły przez jedną taką ulice. Z moich myśli wyrwał mnie zatrzymujący się samochód. Jesteśmy! Wysiadłam z auta , aby ujrzeć wielki , zielony dom , przypominający pałac. Był ogromny. Ja mam tu mieszkać ? Nie wiedziałam co mam zrobić, ruszyć się , iść do domu czy stać ? Głośny huk wyrwał mnie z zamyśleń , huk był spowodowany trzaśnięciem drzwi wejściowych to co zobaczyłam przeraziło mnie jeszcze bardziej. Może nie to tylko on. Z domu wyszedł wysoki , chłopak , na jego ciele było masę tatuaży a na twarzy masę kolczyków. Modliłam się aby to nie był mój przyrodni brat.
-Mery to Luck , mój syn – ojczym złapał chłopaka za ramię i pociągnął w moją stronę , kiedy Luck podszedł do mnie i spojrzał na mnie z góry poczułam się momentalnie taka mała przy nim. Przerażał mnie.
-H..e..hej – zaczęłam się jąkać , wyciągnęłam w jego stronę dłoń na przywitanie , ale on ze mnie zadrwił , zaśmiał się i tak po prostu sobie poszedł , to nie było miłe a nawet bardzo. Potrzęsłam głową , aby wszystko sobie w niej poukładać. Czyli od dziś będę mieszkać z moją matką z ojczymem , którego nienawidzę i przyrodnim bratem , którego szczerze mówiąc już się boję. To był jak zły sen , jak jedne wielki koszmar z , którego nie mogłam się wybudzić. Szczypałam się w ramię , ale bez skutków. Zrezygnowana złapałam za swoje torby z ciuchami i weszłam do domu. To pomieszczenie , chyba salon był większy od naszego starego domu. Pięknie i na bogato urządzony , sofa ze skóry wielki telewizor i inne przedmioty.
-Twój pokój jest na górze , pierwsze drzwi na lewo , obok pokoju Lucka. - poinformował mnie ojczym. Przy matce jest taki spokojny i miły dla mnie, oczywiście zmienia się to jak jestem z nim sama. Mam mieć pokój koło Lucka , no pięknie! Tak , nie byłam z tego zadowolona , nie lubię go a co najważniejsze boje się go! W moim gardle rośnie wielka gula , której nie mogę przełknąć. Nie miałam innego wyjścia , wzięłam swoje torby i poszłam do góry. Tak jak mówił ojczym weszłam do pierwszych drzwi na lewo. Pokój był ogromny, ściany pomalowane na błękitno. Piękna kremowa szafa , biurko , lustro i ogromne dwuosobowe łóżko na środku pokoju. Na podłodze były panele a na środku pokoju wielki fioletowy , kudłaty , miękki dywan. Pokój mi się podobał , ale nie to co było obok mojego. Co najgorsze miałam wspólną łazienkę z Luckiem. Nie wiem jak to będzie , ale nie za kolorowo to widzę. Rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy do szafy i nie miałam co robić. Z nudów spakowałam na jutro książki do szkoły. Luck jest ode mnie straszy o dwa lata i nie chodzi już do szkoły. Chyba nawet nie chodził do niej jak był w moim wieku.

***Wieczór***

-Mery zejdź na kolację ! - z dołu krzyczała moja matka. Zwlekłam się z łózka i zeszłam schodami na dół do kuchni. Trochę się jeszcze gubię w tym domu. Kolację przygotowała nasza gosposia , ciekawiło mnie kim z zawodu jest mój ojczym , że ma aż tyle kasy. Przez cały posiłek nikt się nie odezwał. Zjadłam szybko, podziękowałam i poszłam do siebie. Lucka nadal nie ma więc postanowiłam , że wezmę prysznic. Poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek. Ciepła ciecz relaksowała moje ciało po dzisiejszych przeżyciach, ale czuje, że jutro będzie jeszcze gorzej. Wyszłam z łazienki w ręczniku , ponieważ ja głupia nie wzięłam piżamy. Błagałam aby w tym czasie nie przechodził korytarzem Luck. Na szczęście dotarłam do swojego pokoju , bez spotkania z nim. Rozczesałam włosy , przebrałam się w piżamę i poszłam spać , jutro przede mną ciężki dzień.

*** Kolejny dzień***

Obudził mnie mój naprawdę głośny budzik. Wyłączyłam go jak najszybciej, zwlekłam się z łóżka , nie pierwszy raz w życiu nie chciało mi się iść do szkoły. Już wiem jak to będzie wyglądać jak tylko wejdę tam , od razu szepty kim ona jest i takie tam. Nienawidzę tego jak ktoś mnie obgaduje i nie wstydzi się tego. Mam tylko nadzieję , że znajdę tam kogoś fajnego. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze wyglądam jak zombi. Wory pod oczami , roztargane włosy a z buzi mi jechało jak bym zjadła worek cebuli, zaśmiałam się pod nosem. Zaczęłam od pooranej toalety. Kąpiel , mycie zębów i tak dalej. Gdy wróciłam do pokoju , ubrałam się w czarne jeansy , zwykły niebieski T-shirt i fioletowy sweterek. Zabrałam torbę i zeszłam na dół do kuchni. Tam zastałam tylko gosposię.
-Dzień dobry Pani – powiedziałam po cichu. Kobieta uśmiechnęła się do mnie ciepło.
-Witaj kochanie , mów do mnie Peny , nie jestem aż tak stara , że powinno się do mnie mówi na Pani- Peny głośno zachichotała. Usiadłam na stołku przy blacie. Kobieta podała mi płatki z sokiem. Oraz drugie śniadanie do szkoły.
-Dziękuje bardzo , ale nie chcę drugiego śniadania – powiedziałam odsuwając od siebie pudełeczko z jedzeniem. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem.
-Dziecko ty musisz jeść , wyglądasz jak kościotrup – zaśmiałam się głośno.
-Nie , naprawdę dziękuje nie będę głodna – kobieta pokiwała głową na znak że dobrze , ja zjadłam do końca śniadanie i chciałam wyjść , ale w drzwiach zobaczyłam Lucka.
-Zbieraj się mam cię podwieźć do szkoły! - chłopak mówił oschłym głosem. Nie chciałam jechać z nim , ale nie miałam wyjścia nie wiem gdzie znajduje się moja szkoła. Nie mam nic do gadania. Zabrałam swoja torbę , Luck czekał już na mnie w samochodzie. Samochód był wielki i czarny , szyby były przyciemniane. Wsiadłam niepewnie.
-Długo będziesz się jeszcze pakować do tego samochodu ?! - całe moje ciało przeszył strasz i ciarki , kiedy podniósł głos. Nie lubię jak ktoś mnie pośpiesza czy krzyczy na mnie.
-Przepraszam – powiedziałam po cichu , zamykając drzwi od auta. Nie powiedział nic, może i nawet nie usłyszał. Nie wiem. Przez całą drogę siedziałam cicho. Dokładnie obserwowałam drogę , żeby następnym razem nie musiała jechać z nim tylko pójdę sobie na nogach. Poczułam jak ostro hamuję. Nie lubię jeździć taki szybko , a Luck właśnie tak jeździł. Szybko wysiadłam z auta nie mówiąc nic na pożegnanie. On zrobił to co przewidywałam czyli odjechał jak najszybciej. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam wielki szary budynek z wielkim szybami. Tu właśnie będę spędzać połowę swoich dni. Wypuściłam powietrze z ust i zaczęłam powolnym krokiem iść w kierunku szkoły. Oczywiście nie obyło się bez szeptów , gdy przechodziłam przez korytarz do swojej szafki. Jedno co usłyszałam to jak jakiś chłopak powiedział ''niezła dupa '' . Byłam w szoku , przecież nigdy żaden chłopak nie powiedział tak o mnie nawet nie pomyślałby tak. Nie ekscytowałam się aż tak tym , w końcu to było na temat dziewczyny , której on w ogóle nie zna. Czyli mnie. Nie uważam się za jakaś ślicznotkę , ale nie narzekam na swój wygląd. Jestem przeciętnej urody. Zabrzmiał dzwonek symbolizujący początek pierwszej lekcji. Trochę ogarnęłam gdzie będę miała dziś lekcje więc nie mam problemu z odnalezieniem sali. Usiadłam na środku, za chwilę zaczęła się schodzić moja nowa klasa. Jako jedyna siedziałam cicho , ale wszyscy ucichli kiedy nauczycielka weszła do sali. Była to lekcja biologi , której osobiście nie lubię.
-Dzień dobry , może zanim zaczniemy lekcję , pozwolę sobie przedstawić wam waszą nową koleżankę z klasy. Mery bardzo cieszymy się , że do nas dołączyłaś - '' sama tego nie chciałam '' powiedziałam do siebie w myślach. Wszyscy od razu się na mnie spojrzeli , czułam się tak skrępowana jak nigdy dotąd. Lekcja się zaczęła , próbowałam się skupić , ale nie za bardzo mi to wychodziło , zastanawiałam się czemu Luck jest dla mnie taki nie miły , co ja mu takiego zrobiłam , jest zły za to , że dołączyłam do jego rodziny czy po prostu ma agresję w swojej naturze ? Nie wiem tego.

***Kilka godzin później***

Lekcje się skończyły , czekałam chwilkę na Lucka , ale w końcu zrozumiałam , że nie przyjedzie po mnie. Ruszyłam więc do domu na nogach. Przede mną niezły kawałek drogi. Wyciągnęłam z kieszeni mój telefon i słuchawki, uwielbiam słuchać muzyki gdy gdzieś wracam lub idę. Nie wiem jak , ale to sprawia że czuje się jakbym była szybciej w domu. Kiedy tak szłam , przed siebie dopiero po chwili zorientowałam się , że jestem w tej jednej z wielu okolic do których nie chciałam trafić. Po drugiej stronie ulicy stało kilka dziewczyn. Prostytutki. Przyśpieszyłam kroku , chcę być już w domu. -No i co mi kurwa zrobisz ? Zastrzelisz mnie ? - usłyszałam przed sobą , jak ktoś się kłóci. Wyciągnęłam z ucha jedną słuchawkę , żeby lepiej usłyszeć. Podeszłam bliżej ściany , aby wychylić się i zobaczyć w ciemny zaułek. Jednak ja niezdara , kopnęłam szklaną butelkę , która uderzyła o metalowy pojemnik. Spanikowałam kiedy usłyszałam jak ktoś idzie w moim kierunku , zaczęłam biec przed siebie , odwróciłam na chwilkę głowę żeby zobaczyć czy ktoś za mną biegnie. Na moje nieszczęście , potknęłam się i upadłam na chodnik. Miałam mocno zaciśnięte oczy , ale kiedy je otworzyłam , zobaczyłam zła minę Lucka. Złapał mnie za przedramiona i pociągnął do góry co sprawiło mi ból. Ciągnął mnie przez cała drogę aż nie dotarliśmy do jego auta. Dosłownie mnie wrzucił na tylnie siedzenia i ruszył z piskiem opon. Miałam nadzieję , że to tylko sen i zaraz się obudzę ,ale nie mam na co liczyć. Nie wiem co się ze mną dzieje , nie robię nic , nie płacze czy krzyczę tylko leżę tak jak zostałam położona , w kompletnym szoku...

Prolog

Moje życie – jestem zwyczajną , naturalną , cichą nastolatką , która nie lubi się wychylać , czy jak kol wiek wyróżniać , zazwyczaj siedziałam cicho . Nigdy nie pakowałam się w kłopoty , nigdy niec paliłam , ćpałam czy piłam alkohol. Było mi z tym dobrze , że nie jestem taka jak pozostałe dziewczyny w moim wieku , które chodzą na imprezy czy puszczają się na prawo i lewo. Po prostu byłam sobą , wesołą , spokojną 18-letnią Mery. Dziewczyną o szczupłej , ale krągłej figurze , prostych kasztanowych włosach i zielonych, wielkich oczach. Nie przeszkadzały mi piegi na policzkach czy lekko spiczaste biodra. Nigdy nie narzekałam na swoje ciało czy wygląd. Nie przeszkadzało mi również to , że żadni chłopcy się mną nie interesowali no chyba , że wtedy gdy chcieli ściągnąć na sprawdzianie w szkole. Tak , uczę się dobrze , w każdej klasie miałam świadectwo z paskiem. Mieszkam z mamą w cichym miasteczku w Austrii , mojego taty nie widziałam nigdy na oczy, podobno zostawił nas gdy tylko się urodziłam, cały czas mam mu to za złe. Przyznam się szczerze , że chciałam coś zmienić w swoim życiu , ale nigdy nie odważyłam się wcielić swoich planów w rzeczywistość. Moją pasją jest taniec , kocham to robić , zaczęłam tańczyć od 7 roku życia, i robię to do teraz.


Wszystko zaczęło się zmieniać kiedy moja mama coraz częściej spotykała się z tym kolesiem , nie poświęcała mi już tak samo, dużo czasu. Byłam wypychana na drugi plan jej życia. I stało się, ten typ oświadczył się jej i muszę przeprowadzić się z nimi do Londynu. Zacząć wszystko od nowa w nowej szkole. Może nie będzie aż tak źle...