wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 1

-Mery do cholery jasnej możesz się pośpieszyć ? - słyszałam krzyki mojego przyszłego ojczyma , czasami po prostu miałam ochotę podejść do niego i mu wygarnąć wszystko w twarz , to jak zniszczył mój świat. Ale wiem , że mama go kocha , więc dla niej staram się go tolerować. Spakowałam szybko resztę swoich ciuchów i byłam gotowa aby wyjść. Nie miałam ochoty wyjeżdżać z nimi do Londynu co najgorsze , będę mieszkać z nim , mama i jej synem. I coś czuje , że go chyba nie polubię. Wsiedliśmy do samolotu i polecieliśmy. Zasnęłam.

***Kilka godzin później***

Poczułam jak ktoś , mocno mną potrząsa. To był on , no bo kto inny.
-Wstałam , wstałam ! - odepchnęłam jego ręce i wstałam.
-Nie krzycz na mnie! - szykował już swoją dłoń aby wycelować w mój policzek , ale uratowała mnie moja mama. Tak ma już być zawszę ? Ja nie wiem co moja matka widzi w tym kolesiu , przecież on jest okropny na dodatek chciał mnie uderzyć i to nie pierwszy raz , ale za każdym razem ratowała mnie moja mama tym , że w odpowiedniej chwili wchodziła do pomieszczenia. Zabraliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy do mojego nowego „domku”. Przez całą drogę nie odezwałam się ani jednym słowem , ale kilka razy przyłapałam ojczyma na patrzeniu na mnie w lusterku. On wywołuje u mnie obrzydzenie. Nie podobało mi się to miasto , na każdej ulicy dziwka , jakieś ciemne uliczki lub grupka chłopaków , którzy się bili , albo pili alkohol. Nie lubię takiej okolicy , wolę bardziej spokojną i bezpieczną. Modliłam się w duchu , żebym nie musiała chodzić do szkoły przez jedną taką ulice. Z moich myśli wyrwał mnie zatrzymujący się samochód. Jesteśmy! Wysiadłam z auta , aby ujrzeć wielki , zielony dom , przypominający pałac. Był ogromny. Ja mam tu mieszkać ? Nie wiedziałam co mam zrobić, ruszyć się , iść do domu czy stać ? Głośny huk wyrwał mnie z zamyśleń , huk był spowodowany trzaśnięciem drzwi wejściowych to co zobaczyłam przeraziło mnie jeszcze bardziej. Może nie to tylko on. Z domu wyszedł wysoki , chłopak , na jego ciele było masę tatuaży a na twarzy masę kolczyków. Modliłam się aby to nie był mój przyrodni brat.
-Mery to Luck , mój syn – ojczym złapał chłopaka za ramię i pociągnął w moją stronę , kiedy Luck podszedł do mnie i spojrzał na mnie z góry poczułam się momentalnie taka mała przy nim. Przerażał mnie.
-H..e..hej – zaczęłam się jąkać , wyciągnęłam w jego stronę dłoń na przywitanie , ale on ze mnie zadrwił , zaśmiał się i tak po prostu sobie poszedł , to nie było miłe a nawet bardzo. Potrzęsłam głową , aby wszystko sobie w niej poukładać. Czyli od dziś będę mieszkać z moją matką z ojczymem , którego nienawidzę i przyrodnim bratem , którego szczerze mówiąc już się boję. To był jak zły sen , jak jedne wielki koszmar z , którego nie mogłam się wybudzić. Szczypałam się w ramię , ale bez skutków. Zrezygnowana złapałam za swoje torby z ciuchami i weszłam do domu. To pomieszczenie , chyba salon był większy od naszego starego domu. Pięknie i na bogato urządzony , sofa ze skóry wielki telewizor i inne przedmioty.
-Twój pokój jest na górze , pierwsze drzwi na lewo , obok pokoju Lucka. - poinformował mnie ojczym. Przy matce jest taki spokojny i miły dla mnie, oczywiście zmienia się to jak jestem z nim sama. Mam mieć pokój koło Lucka , no pięknie! Tak , nie byłam z tego zadowolona , nie lubię go a co najważniejsze boje się go! W moim gardle rośnie wielka gula , której nie mogę przełknąć. Nie miałam innego wyjścia , wzięłam swoje torby i poszłam do góry. Tak jak mówił ojczym weszłam do pierwszych drzwi na lewo. Pokój był ogromny, ściany pomalowane na błękitno. Piękna kremowa szafa , biurko , lustro i ogromne dwuosobowe łóżko na środku pokoju. Na podłodze były panele a na środku pokoju wielki fioletowy , kudłaty , miękki dywan. Pokój mi się podobał , ale nie to co było obok mojego. Co najgorsze miałam wspólną łazienkę z Luckiem. Nie wiem jak to będzie , ale nie za kolorowo to widzę. Rozpakowałam wszystkie swoje rzeczy do szafy i nie miałam co robić. Z nudów spakowałam na jutro książki do szkoły. Luck jest ode mnie straszy o dwa lata i nie chodzi już do szkoły. Chyba nawet nie chodził do niej jak był w moim wieku.

***Wieczór***

-Mery zejdź na kolację ! - z dołu krzyczała moja matka. Zwlekłam się z łózka i zeszłam schodami na dół do kuchni. Trochę się jeszcze gubię w tym domu. Kolację przygotowała nasza gosposia , ciekawiło mnie kim z zawodu jest mój ojczym , że ma aż tyle kasy. Przez cały posiłek nikt się nie odezwał. Zjadłam szybko, podziękowałam i poszłam do siebie. Lucka nadal nie ma więc postanowiłam , że wezmę prysznic. Poszłam do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek. Ciepła ciecz relaksowała moje ciało po dzisiejszych przeżyciach, ale czuje, że jutro będzie jeszcze gorzej. Wyszłam z łazienki w ręczniku , ponieważ ja głupia nie wzięłam piżamy. Błagałam aby w tym czasie nie przechodził korytarzem Luck. Na szczęście dotarłam do swojego pokoju , bez spotkania z nim. Rozczesałam włosy , przebrałam się w piżamę i poszłam spać , jutro przede mną ciężki dzień.

*** Kolejny dzień***

Obudził mnie mój naprawdę głośny budzik. Wyłączyłam go jak najszybciej, zwlekłam się z łóżka , nie pierwszy raz w życiu nie chciało mi się iść do szkoły. Już wiem jak to będzie wyglądać jak tylko wejdę tam , od razu szepty kim ona jest i takie tam. Nienawidzę tego jak ktoś mnie obgaduje i nie wstydzi się tego. Mam tylko nadzieję , że znajdę tam kogoś fajnego. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze wyglądam jak zombi. Wory pod oczami , roztargane włosy a z buzi mi jechało jak bym zjadła worek cebuli, zaśmiałam się pod nosem. Zaczęłam od pooranej toalety. Kąpiel , mycie zębów i tak dalej. Gdy wróciłam do pokoju , ubrałam się w czarne jeansy , zwykły niebieski T-shirt i fioletowy sweterek. Zabrałam torbę i zeszłam na dół do kuchni. Tam zastałam tylko gosposię.
-Dzień dobry Pani – powiedziałam po cichu. Kobieta uśmiechnęła się do mnie ciepło.
-Witaj kochanie , mów do mnie Peny , nie jestem aż tak stara , że powinno się do mnie mówi na Pani- Peny głośno zachichotała. Usiadłam na stołku przy blacie. Kobieta podała mi płatki z sokiem. Oraz drugie śniadanie do szkoły.
-Dziękuje bardzo , ale nie chcę drugiego śniadania – powiedziałam odsuwając od siebie pudełeczko z jedzeniem. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem.
-Dziecko ty musisz jeść , wyglądasz jak kościotrup – zaśmiałam się głośno.
-Nie , naprawdę dziękuje nie będę głodna – kobieta pokiwała głową na znak że dobrze , ja zjadłam do końca śniadanie i chciałam wyjść , ale w drzwiach zobaczyłam Lucka.
-Zbieraj się mam cię podwieźć do szkoły! - chłopak mówił oschłym głosem. Nie chciałam jechać z nim , ale nie miałam wyjścia nie wiem gdzie znajduje się moja szkoła. Nie mam nic do gadania. Zabrałam swoja torbę , Luck czekał już na mnie w samochodzie. Samochód był wielki i czarny , szyby były przyciemniane. Wsiadłam niepewnie.
-Długo będziesz się jeszcze pakować do tego samochodu ?! - całe moje ciało przeszył strasz i ciarki , kiedy podniósł głos. Nie lubię jak ktoś mnie pośpiesza czy krzyczy na mnie.
-Przepraszam – powiedziałam po cichu , zamykając drzwi od auta. Nie powiedział nic, może i nawet nie usłyszał. Nie wiem. Przez całą drogę siedziałam cicho. Dokładnie obserwowałam drogę , żeby następnym razem nie musiała jechać z nim tylko pójdę sobie na nogach. Poczułam jak ostro hamuję. Nie lubię jeździć taki szybko , a Luck właśnie tak jeździł. Szybko wysiadłam z auta nie mówiąc nic na pożegnanie. On zrobił to co przewidywałam czyli odjechał jak najszybciej. Odwróciłam się na pięcie i ujrzałam wielki szary budynek z wielkim szybami. Tu właśnie będę spędzać połowę swoich dni. Wypuściłam powietrze z ust i zaczęłam powolnym krokiem iść w kierunku szkoły. Oczywiście nie obyło się bez szeptów , gdy przechodziłam przez korytarz do swojej szafki. Jedno co usłyszałam to jak jakiś chłopak powiedział ''niezła dupa '' . Byłam w szoku , przecież nigdy żaden chłopak nie powiedział tak o mnie nawet nie pomyślałby tak. Nie ekscytowałam się aż tak tym , w końcu to było na temat dziewczyny , której on w ogóle nie zna. Czyli mnie. Nie uważam się za jakaś ślicznotkę , ale nie narzekam na swój wygląd. Jestem przeciętnej urody. Zabrzmiał dzwonek symbolizujący początek pierwszej lekcji. Trochę ogarnęłam gdzie będę miała dziś lekcje więc nie mam problemu z odnalezieniem sali. Usiadłam na środku, za chwilę zaczęła się schodzić moja nowa klasa. Jako jedyna siedziałam cicho , ale wszyscy ucichli kiedy nauczycielka weszła do sali. Była to lekcja biologi , której osobiście nie lubię.
-Dzień dobry , może zanim zaczniemy lekcję , pozwolę sobie przedstawić wam waszą nową koleżankę z klasy. Mery bardzo cieszymy się , że do nas dołączyłaś - '' sama tego nie chciałam '' powiedziałam do siebie w myślach. Wszyscy od razu się na mnie spojrzeli , czułam się tak skrępowana jak nigdy dotąd. Lekcja się zaczęła , próbowałam się skupić , ale nie za bardzo mi to wychodziło , zastanawiałam się czemu Luck jest dla mnie taki nie miły , co ja mu takiego zrobiłam , jest zły za to , że dołączyłam do jego rodziny czy po prostu ma agresję w swojej naturze ? Nie wiem tego.

***Kilka godzin później***

Lekcje się skończyły , czekałam chwilkę na Lucka , ale w końcu zrozumiałam , że nie przyjedzie po mnie. Ruszyłam więc do domu na nogach. Przede mną niezły kawałek drogi. Wyciągnęłam z kieszeni mój telefon i słuchawki, uwielbiam słuchać muzyki gdy gdzieś wracam lub idę. Nie wiem jak , ale to sprawia że czuje się jakbym była szybciej w domu. Kiedy tak szłam , przed siebie dopiero po chwili zorientowałam się , że jestem w tej jednej z wielu okolic do których nie chciałam trafić. Po drugiej stronie ulicy stało kilka dziewczyn. Prostytutki. Przyśpieszyłam kroku , chcę być już w domu. -No i co mi kurwa zrobisz ? Zastrzelisz mnie ? - usłyszałam przed sobą , jak ktoś się kłóci. Wyciągnęłam z ucha jedną słuchawkę , żeby lepiej usłyszeć. Podeszłam bliżej ściany , aby wychylić się i zobaczyć w ciemny zaułek. Jednak ja niezdara , kopnęłam szklaną butelkę , która uderzyła o metalowy pojemnik. Spanikowałam kiedy usłyszałam jak ktoś idzie w moim kierunku , zaczęłam biec przed siebie , odwróciłam na chwilkę głowę żeby zobaczyć czy ktoś za mną biegnie. Na moje nieszczęście , potknęłam się i upadłam na chodnik. Miałam mocno zaciśnięte oczy , ale kiedy je otworzyłam , zobaczyłam zła minę Lucka. Złapał mnie za przedramiona i pociągnął do góry co sprawiło mi ból. Ciągnął mnie przez cała drogę aż nie dotarliśmy do jego auta. Dosłownie mnie wrzucił na tylnie siedzenia i ruszył z piskiem opon. Miałam nadzieję , że to tylko sen i zaraz się obudzę ,ale nie mam na co liczyć. Nie wiem co się ze mną dzieje , nie robię nic , nie płacze czy krzyczę tylko leżę tak jak zostałam położona , w kompletnym szoku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz